Obiektywnie o subiektywnym, czyli co się dzieje.
Blog > Komentarze do wpisu

Dno osiągnęło nowy szczyt

Ja już naprawdę nie wiem, czy społeczeństwo jako takie jest tak głupie, że tylko inną głupotę uznaje za stosowną rozrywkę, czy jest tak zestresowane, że jedyne, o czym pragnie po powrocie do domu to odmóżdżenie się. Jest popyt na głupotę. Rynek pochłonie wszystko, co jest głupie, niedorzeczne, poniżej wszelkiego poziomu, debilne, prostackie, wykonane bez przemyślenia, obciachowe, bardziej kuriozalne niż kwadrat z debila. Jeszcze gorsze jest to, że podaż całkowicie nadąża za popytem - jak już wcześniej całkiem słusznie stwierdziłem - idiotyzm leje się wszystkimi otworami, tryska zewsząd, potokiem intelektualnego bagna zalewa wszystko dookoła siebie. I nie da się już przed tym uchronić. Otwieram przeglądarkę - moja potrzeba jakiegokolwiek zaspokojenia intelektualnego już na wstępie dostaje w ryj i znokautowana pada na deski. Włączam telewizor i widzę Obamę, jak solennie zapewnia o ważności Polski jako sojusznika stanów. Nawet odwrócenie się od ekranu mało daję, bo już czuję smrodek nieśmiesznej komedii.

Przełączam na inny kanał - widzę przejmującą historię faceta, który na wakacjach nasrał do bidetu i w pięć osób zastanawiają się, co z tym fantem zrobić. Politowanie ustępuje rozgoryczeniu i kieruje rękę na pilota, którym wyłączam to denne pudło. W międzyczasie trafiam na żenującą komedię i zaczynam współczuć reżyserowi, że w dzieciństwie był krzywdzony kablem od żelazka. Tak, wiem, denna to jest morena. Biorę do ręki gazetę i widzę zaginioną Katarzynę Wu, tą od małej Madzi. To w tym momencie cieszę się, że Empik służy doskonale jako czytelnia i nie muszę przynosić syfilisu do domu. Serio, jedyne wyjście to zaszycie się gdzieś z dala od świata z dobrą kawą i książką, ewentualnie sensowną muzyką. 

Jest zatrważające i przerażające branie na debili. Na jednosezonowe gwiazdki internetu, które skwapliwie korzystają z trzydziestu ośmiu sekund bezwartościowej sławy i stają na rzęsach, podpierając się bakłażanami, byle tylko zaistnieć. I potem taki jeden z drugim kretynem stają się idolami. Kto jest aktualnie na tapecie można dowiedzieć się odwiedzając najbliższe gimnazjum i podsłuchując rozmowy rozentuzjazmowanych nastek. Szlag mnie jasny trafia, gdy o tym myślę, naprawdę. Tak, myślę, niektórzy mogą nie znać znaczenia tego słowa, a jestem pewien, że za paredziesiąt lat, jeśli ludzkość dotrwa, będzie to zapomniany przez większość archaizm, używany przez trzynastoletnich gimbusów jako obelga pierwszej kategorii. 


Mózgi się lasują. To z kolei powoduje ich wypadnięcie z obiegu, przestają być używane, a jak powszechnie wiadomo - nieeksploatowane narządy zanikają. Cisną mi się na klawiaturę same niezbyt eleganckie przekleństwa, ale to już ponad moje siły. 

Durne mody. To jest wcale nie mniej wkurzające od zwykłego popierdolenia. Jeśli zajrzeć na kwejka, to można się całkiem łatwo zorientować, że dzisiaj mamy modę na inteligencję, sarkastyczne odzywki i ironiczne spojrzenie na świat. (...) Tutaj poprzeklinałem sobie troszeczkę w duszy, bo ja nerwowy jestem, a już naprawdę nie wypada wrzucać byle czego do internetu. Tak, drogi czytelniku, wszystko mi wolno, ale nie wszystko, do kurwy nędzy, wypada! Zagaduję do kolesia. Profil elegancki, inteligentne frazy, wszystko ładnie złożone do kupy z całym poszanowaniem zasad polskiej pisowni. Wysilam się na jakąś sensowną wiadomość, z polotem, taki powiew świeżości. Jak dostaję ciąg znaków ułożonych nawet nie po kolei, to mi witki opadają, dziękuję za rozmowę. Wróć, życzę w głębi duszy, żebyś zdechł w cierpieniach po tym, jak spadniesz z drabiny, sięgając po słownik języka polskiego.

Wideokurwablogi. To jest chyba coś, co najbardziej mnie boli. Ale nie musisz oglądać, komentować, jak ci się nie podoba, ale wypierdalaj. Koleś wrzuca coś na youtube i obwieszcza to całemu światu, wklejając wszędzie profesjonalnie wykonane w paintcie banery zapowiadające nowe dzieło życia. Oczywiście obowiązkowy jest fanpejdż na fejsie, gdzie zbiera fanów swojej publicystycznej twórczości. Odpalam filmik, chociaż wiem, że zaraz będę tego żałował. Trzecia sekunda i, jak boniedydy, mam ochotę wypierdzielić komputer przez okno. I najlepiej, żeby trafić w tego cymbała, który tam występuje. Niech szmata cierpi, jak i ja cierpiałem, włączając ten film. 

Fanpejdże. Imię nazwisko photography jeszcze jakoś zniesę, ale jak trafiam na profil jakiejś brzydkiej laski, która zupełnie dla zrzutu sobie go założyła, to mnie to smuci. A potem, trochę wbrew swoim zasadom, zaczytuję się w tych niezbyt składnie złożonych linijkach z rubryki informacje i stamtąd dowiaduję się, że panienka pretenduje do miana gwiazdy internetu, a jej filmiki biją rekordy popularności. Ludzie są głupi, mnie to smuci i dlatego płaczę. Ale jak widzę, że ma ponad 10 000 lajków, to tracę wiarę w ludzi. Naprawdę, kurwa? Naprawdę tak nisko upadliśmy? My, co zdobyliśmy Księżyc, my, co rozszczepiamy atomy? Brak mi sił, aby bronić się przed tą inwazją pierdolonego mułu moralnego. Ja się tu zaczynam dusić.

Ze śmiechu, jak słyszę, że naukowcy proponują wyodrębnić następny w ewolucji gatunek człowieka: homo sapiens sapiens, co oznaczałoby, chyba, człowiek myślący myślący. Pytam po raz kolejny: NAPRAWDĘ?! 


Czasami naprawdę mi się wydaje, że jakiekolwiek przejawy inteligencji, to tylko skutek bezmyślnie naśladowanej mody, która jest poresztą całkowicie niezrozumiana. I sam pamiętam z gimnazjum, że odkrycie się z myśleniem, logicznym, czy też nie, poprawnym, czy całkowicie chujowym, ale w ogóle, oznaczło wystawienie się na publiczny lincz i pośmiewisko ze strony innych skazańców. 

Brak logiki w działaniu. Z jedyną logiką, jaką może spotkać się młody człowiek matematyk jest ta właśnie z lekcji matematyki, która, niestety, nie ma zbyt wiele wspólnego z tą życiową. To chyba serio przestało być modne. I ja wiem, że teraz uogólniam i kogoś tam krzywdzę, ale takie mam odczucia po całkowicie statystyczym kontakcie z popkulturą i ostatnio doszczętnie zidiocałym społeczeństwem. Takie tam, moje osobiste żale, skierowane w kierunku niczego, ale przynajmniej kręcę nad sobą bicz, który, mam nadzieję, uchroni mnie przed takim zachowaniem, jakie w tym tekście ganię.

 Zawsze marzyłem o tym, żeby urodzić się za sto lat. Bo chciałem zobaczyć, jakie wtedy będą technologie, jakie fajne sprzęty i tak dalej. Ale teraz tak naprawdę widzę, że chyba lepiej byłoby żyć w XIX wieku. W przeciwieństwie do XX - w miarę spokojnie, a jakoś te czasy zapisane na papierze wyglądają bardziej przyzwoicie. Niemniej - przyganiał kocioł garnkowi, a wszędzie chyba tak naprawdę było chujowo, kwestia bardziej, czy mniej stabilnie, amen.  

czwartek, 08 listopada 2012, bartek.kielce

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/10/08 16:25:36
Nic tylko utkać co niektórym zawieszki ze sznurka.


design by SenTineL Wood.n